Listopad
Miesiąc zadumy nad sensem istnienia.
Wpatrzony idę przez świat ponury.
Gdzie deszcz i chmury zasnuły niebo
i melancholia nas skłania do trwałej zadumy.
Czy moje życia ma sens i znaczenie?
Czy umiem odczytać me przeznaczenie?
Jak życie co biegnie niepostrzeżenie:
daje mi szczęście i daje cierpienie.
A gdzie są marzenia, gdzie plany na przyszłość,
gdzie to umiejscowić i gdzie włożyć to wszystko?
Mamy listopad w szarości i mgle cały
Jaki on senny i taki ospały.
Podążam na cmentarz na groby mych bliskich,
wielu kochałem, pamiętam ich wszystkich.
Idę na miejsce wiecznego czuwania,
na miejsce, gdzie czekają na cud zmartwychwstania.
A dziś im niosę w mym sercu modlitwy
i swym miłosierdziem ogarniam ich wszystkich,
by dać im wytrwania i dać im nadzieję,
i by się ziściło w Bogu "ich wieczne odpocznienie".
Zapalam im światło, znicz, który się spala
i proszę o tchnienie, by była w nas wiara,
abyśmy mu tutaj, com jeszcze zostali,
modlitwy za zmarłych do Boga wciąż słali.
I stawiam na zimnej płycie pomnika
kwiat chryzantemy, co światłem oddycha
i wszystkich wprowadza w życie codzienne,
by życie nam było spotkaniem tu z Panem
w szarości i smutku, w blasku i radości,
by Jezus, tu, teraz, w mym sercu zagościł
i przyjął mnie również wraz z duszą i ciałem
do domu żywota, na wieczną swą chwałę.
ks. Maciej Ziembicki

Komentarze
Prześlij komentarz