Las

Dziś poszedłem do lasu, 
Tu w pobliskich Kabatach,
By tam szukać wytrwale,
Choć promyków minionego lata,
Ale idąc aleją i szukając bez końca,
Widzę że już odeszło,
Poszło sobie w nieznane,
To co dobre i piękne,
Takie przez nas kochane.
Gdy wiatr lekki, jesienny
Resztkę liści z drzew strąca.
Idę drogą błotnistą po dywanie z tych liści,
Które jeszcze niedawno tak błyszczały ogniście.
Wielką, barwną paleta co kolorów w niej mnogo
Idę wprost urzeczony, tą kabacką mą drogą,
Żółte klony, dębina w stare złoto ubrana,
A to wszystko bordową winoroślą przybrane 
I ta cisza głęboka, co pozwala dla siebie 
Wejść w swe serce, aż na dno i się poczuć jak w niebie.
To już przecież listopad, pełen smutku, zadumy 
Brnę więc w głębię aleją i się modlę jak umiem,
A więc ciągle przesuwam koraliki różańca 
I zapraszam nim świętych do modlitwy jak tańca, 
A za każdym mym Zdrowaś jest wieczne odpocznienie,
Bo jak kocham to proszę: Daj im, Panie zbawienie,
A jak będą u Ciebie moi bliscy, kochani,
To i dla mnie wyżebrzą dobre z Tobą spotkanie.
A na koniec me biedne, kruche, małe i słabe,
Ale pełne miłości serce przyjmiesz mój Panie.

ks. Maciej Ziembicki



Komentarze